Geoblog.pl    Krokwnieznane    Podróże    Dubaj- Sri Lanka - Australia i Azja Płd- Wsch    Airlie Beach
Zwiń mapę
2014
14
lis

Airlie Beach

 
Australia
Australia, Whitsunday Craig
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 20166 km
 
Z okna auta ujrzeliśmy piękny turkus wody, zatoczki i białe żaglówki. Byliśmy na miejscu. Tak sobie właśnie wyobrażaliśmy Airlie Beach, które słynie z przepięknych plaż i lazurowej wody. Mały kurort usytuowany w pobliżu Wielkie Rafy Koralowej. Przejechaliśmy przez miejscowość i zdecydowaliśmy, że po długiej podróży zasłużyliśmy na odrobinę luksusu. Zdecydowaliśmy, że pierwsze dwa dni będziemy spać na campingu tuż przed miasteczkiem. Kamping Seabreeze - odnowiony i posprzątany obiekt, posiadający nowe punkty sanitarne, kuchnie pod chmurką i nowy, otwarty w dniu naszego przyjazdu, basen. Koszt za noc 28$. Ale dzięki temu mogliśmy uporządkować nieco nasz samochód i zrobić pranie. Auto niby ma dużo miejsca, ale trzeba uważać, by wszystko odkładać tam, gdzie było ustalone na początku, inaczej bałagan gwarantowany.

Wieczorem wybraliśmy się do miasteczka. 2,5 km ścieżka ciągnąca się przez parki i mostki wzdłuż nabrzeża zapewniła nam przyjemny spacer i dość romantyczny powrót do "domu". Miasteczko, niewielkie, ale czyste i fajnie zorganizowane. Dużo knajpek i punktów turystycznych. Ale co nas najbardziej zaskoczyło? Duży, miejski basen. Darmowy, otoczony trawką, ładny basen, z którego każdy może korzystać. Wow!! Tego jeszcze nie widzieliśmy nigdzie, żeby miasto zapewniło tubylcom i turystom takie atrakcje. Super. Na pewno wrócimy i skorzystamy. Bo zamierzamy być tu przez kilka dni.

Dzień 2

Rano Adam pojechał do portu i biura podróży. Pan w informacji turystycznej doradził nam jednodniową wycieczkę na jedną z ładniejszych wysp (łącznie jest ich 72), która zapewni nam niezapomniane doznania- cudowna lazurowa woda, biały piaseczek i snorkling, na którym można pooglądać kolorowe rybki. Ten sam Pan powiedział, że wszystkie wysepki są podobne i jeśli nie chcemy rujnować naszego budżetu, warto wybrać się na Whitsundays Island. Kupiliśmy, przekonamy się jutro czy było warto.

Dzień 3

Rano o 9.45 czekał na nas busik, który zawiózł nas do portu. Poczekaliśmy chwilę i uzbierała się grupka ok 25 osób. Nasz opiekun przedstawił nam szybki rozkład dnia, opowiedział o zagrożeniu poparzenia przez meduzy podczas snoklingu, co wszystkich nieco zaniepokoiło i namówił na wypożyczenie kostiumów jednoczęściowych z długimi nogawkami, które ochronią naszą skórę. Faktycznie, w Australii od listopada rozpoczyna się sezon na meduzy. Dlatego tak jak wszyscy wypożyczyliśmy stroje. 


Nasza żółta, szybka łódka ruszyła w stronę wysepek położonych w pobliżu Wielkiej Rafy Koralowej. Przewodnik zabawiał nas ciekawymi historyjkami oraz żartami, co tym bardziej umiliło nam 50 min drogi. Stanęliśmy w pobliżu jeden z wysp, gdzie znajdowała się nasza fara, która należy do narodowej parku Wielkiej Rafy Koralowej. Ubraliśmy nasze super gustowne stroje i wskoczyliśmy do chłodnej wody. Rafa nie była dużych rozmiarów, ale bardzo kolorowa i różnorodna. Żółta, fioletowa, czerwona o rozmaitych formach i kształtach. Rybek było niewiele. Jak zrobiło nam się chłodno, wróciliśmy na łódkę. 
Gdy zebrali się wszyscy, popłynęliśmy dalej, mijając inne mniejsze wysepki, dotarliśmy do najpiękniejszej plaży naszym zdaniem. Biały piasek o interesujących właściwościach. Świetnie polerował biżuterię (której nie mieliśmy ze sobą, ale widzieliśmy efekty u innych zachwyconych Australijczyków), a krótki spacer po nim zapewniał świetny pedicure stóp. Relax i spa w jednym. 

Zjedliśmy lunch, który kusił wielkie jaszczurki czające się na jakiekolwiek okruchy jedzenia, a potem oddzieliliśmy się od reszty wycieczki i poszliśmy w bardziej odludną część plaży. Było pięknie, tylko my, turkusowa, przyjemnie chłodząca woda i biały piaseczek. Ale co dobre wszystko się kończy. Musieliśmy wrócić. 1,5 h drogi powrotnej, trochę historii o innych wyspach, np o tym jak Ophra Winfrey odwiedziła omijaną wysepkę, trochę żartów i znów byliśmy w porcie. Przyjemna wysepka. Byliśmy zadowoleni, że nie daliśmy się namówić na dłuższą lub dalszą wyprawę, bo pewnie zobaczylibyśmy niewiele więcej, a zapłacili dużo dużo więcej.



Dzień 4 



Dziś totalne lenistwo na basenie. Wciąż nie możemy wyjść z podziwu, że takie atrakcje są tu za darmo. Planujemy dalszą podróż, a wieczorem robimy sobie pożegnalną kolację nad brzegiem oceanu- krewetki z grilla. Mmm. Od jutra nie będzie lekko. Przed nami droga outbackiem do Urulu. Jesteśmy ciekawi, ale i lekko zaniepokojeni.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (23)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedzili 7.5% świata (15 państw)
Zasoby: 93 wpisy93 31 komentarzy31 1018 zdjęć1018 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróże
22.07.2015 - 07.08.2015